Zięby Darwina: jeden gatunek czy wiele?

Zięby Darwina, to jedna z ikon darwinizmu, jednak mało kto spoza grona fachowców i osób szerzej zainteresowanych nauką wie, że co do tego wniosku nie ma zgody wśród naukowców. Ptaki te są uważane za podręcznikowy przykład radiacji adaptacyjnej, w wyniku której z jednego gatunku wyjściowego powstało wuiele nowych gatunków. Darwiniści potrzebują takich przykładów, ponieważ dzieło Karola Darwina nosi właśnie tytuł „O pochodzeniu gatunków na drodze doboru naturalnego”.

 Źródło: discovermagazine.com/2015/april/2-species-stuck-in-neutral?utm_source=dscfb&utm_medium=social&utm_campaign=dscfb&fbclid=IwAR0mbLOib_WJ2ySQBe9AEPyGaLNVtJCVgX1emq8iJeG0M7j61Ric4pxjKQo

Karol Darwin badał zięby nazwane od jego nazwiska na wyspach Galapagos. Zauważył subtelne różnice głównie w kształtach ich dziobów, co umożliwiało im skuteczniejsze wykorzystywanie zasobów w niszach jakie zamieszkiwały. Grubsze dzioby pozwalały na skuteczniejsze rozłupywanie nasion, dłuższe na wyjmowanie owadów spomiędzy kolców kaktusów i tak dalej. Na podstawie sześciu podstawowych podgatunków zięb, które przejawiały podobne różnice anatomiczne, stwierdzono że przyłapano ewolucję na gorącym uczynku. Ale czy naprawdę udowodniono, że mamy do czynienia z kilkoma gatunkami zięb?

Ornitolog Robert Zink z Bell Museum of Natural History w University of Minnesota twierdzi że to nieprawda, a podręczniki wprowadzają w błąd. Uważa że korzystanie z różnych pokarmów przyczynia się do sezonowej frekfencji oreślonych fenotypów zięb, ale nowe gatunki nie powstają. „Mamy do czynienia ze zjawiskiem, gdzie ewolucja w stronę nowego gatunku zatrzymuje się w pół drogi i nie dociera na szczyt, gdzie można by zatknąć flagę z opisem nowego gatunku” – twierdzi Zink.

W niedawnym artykule, który został opublikowany w czasopiśmie „Biological Reviews”, Zink twierdzi: „W każdym z tych przypadków nie ma podstaw, by można było zdefiniować nowy gatunek zięby”. Uważa że na wyspach Galapagos nie ma na tyle zróżnicowanych nisz ekologicznych, które pozwalałyby na ewolucję całkiem nowych gatunków zięb. Poza tym zarówno właściwości środowiska a co za tym idzie cechy zięb są zmienne. Cechy zięb są niestabilne i mogą się zmieniać w przeciągu kilku pokoleń, co nie pozwala na zafiksowanie się konkretnych zmian fenotypowych, które pozwoliłyby na zdefiniowanie nowych gatunków.

„Sekwencje jądrowego i mitochondrialnego DNA u tych rzekomych różnych gatunków zięb wykazują niewielką zmienność i brak w nich wyraźnych oznak sugerujących, że mamy do czynienia z jakimiś istotnymi zmianami ewolucyjnymi” – podkreśla Zink. Ponadto, jak twierdzi, małe odległości pomiędzy różnymi populacjami zięb na Galapagos sprzyjają częstym migracjom i krzyżowaniu, co szybko doprowadza do rozmywania się nowych cech anatomicznych, które pozwoliłyby na wyodrębnienie nowych gatunków. W podsumowaniu Zink twierdzi że bardziej sensowne jest klasyfikowanie tych ptaków, jako jeden gatunek zięb, w obrębie którego mamy do czynienia z różnymi wariacjami ekologicznymi.

Innego zdania są badacze tych ptaków, biolodzy ewolucyjni Peter i Rosemary Grant. Oni uważają że mimo tych zarzutów mamy do czynienia z sześcioma na tyle różniącymi się odmianami zięb, że są one na najlepszej drodze do tego, aby zostały nowymi gatunkami. Czy mają rację?

Należy zaznaczyć, że już jakiś czas temu uczeni zsekwencjonowali genomy wszystkich piętnastu podgatunków zięb Darwina, ujawniając kluczowy gen odpowiedzialny za różnorodność dziobów tych ptaków. Uzyskane dane już wtedy skłoniły badaczy do sklasyfikowania niektórych wcześniej uznanych za odrębne gatunki zięb, jako jeden gatunek. Zespół prowadzący badania odkrył również bardzo liczne ślady wzajemnego mieszania genów (krzyżowania) przez różne podgatunki zięb Darwina, jaki miał miejsce podczas całej historii ewolucyjnej tych ptaków. Innymi słowy cały czas miał miejsce przepływ genów pomiędzy różnymi ilzolowanymi populacjami tych ptaków, co już samo w sobie teoretycznie nie sprzyja powstawaniu nowych gatunków: www.nature.com/news/darwin-s-iconic-finches-join-genome-club-1.16896

Wyniki badań nad genomami zięb opublikowano w 2015 roku i od tamtego czasu przeprowadzono wiele bardziej zaawansowanych analiz, z których mógł korzystać ornitolog Robert Zink. Innymi słowy kontargumenty Petera i Rosemary Grantów nie trzymają się kupy! Np. nie mogę trafić na ani jedną ich pracę, gdzie opisują, lub powołują się na badania genetyczne, które jednoznacznie wskazywałyby na różnice między podstawowymi odmianami zięb, uznanymi za odrębne gatunki.

Ich twierdzenie że różnice są na tyle wystarczające, aby można było uznać te sześć populacji za różne gatunki są wyssane z palca. Poza tym najpierw należałoby się zastanowić czego szukać: nowych genów, nowych chromosomów, ponieważ rożnice w ekspresjach genów czy przemeblowania w chromosomach nie muszą zmieniać jakości genetycznej przypisanej do danego gatunku. Np. wszystkie współcześnie żyjące konie należą do rodzaju Equus. Izolowane populacje koni w efekcie tzw. translokacji robertsonowskich mogą mieć różną ilość chromosomów.

Np. zebry mają inną ilość chromosomów niż osły czy konie domowe – nawet poszczególne odmiany zebr różnią się kariotypami, niemniej zasadniczy zapis genetyczny nie ulega zmianie i w dalszym ciągu są to przepisy na konie, a nie na NIEkonie. Całą sytułację można porównać do długiej powieści liczącej wiele odcinków. W jednej bibliotece ta powieść jest ułożona na jednych regałach w innej na innych, ale zawsze dotyczy tej samej treści. U przodków konia Przewalskiego zaszła fuzja dwóch chromosomów, tak że różni się on strukturą kariotypu od konia domowego. Nie zaszla jednak specjacja i koń przewalskiego może się krzyżować z koniem domowym, a ich potomstwo jest płodne. Ze względu na swój ‚niesymetryczny’ kariotyp (dwa chromosomy złączone i dwa do nich homiologiczne oddzielnie) ‚hybrydy’ te nazywamy heterozygotami strukturalnymi. Translokacje robertsonowskie zachodzą na szeroką skalę u wielu zwierząt: ryjówek czy koni i wcale to nie dowodzi pochodzenia ryjówek od NIEryjówek czy koni od NIEkoni.

Dowodu takiego też nie dostarcza specjacja, gdyż mechanizm ten prowadzi do powstawania barier reprodukcyjnych, a nie nowego gatunku. Uczeni twierdzą że jest to pierwszy krok do generowania zmienności wiodącej do powstania nowego gatunku. Robert Zink jednak pięknie udowodnił, że zięby Darwina nie chcą się dalej wspinać na szczyty określające nowe gatunki. Innymi słowy twierdzenie, że specjacja jest pierwszym krokiem na drodze do powstania nowego gatunku jest ZAŁOŻENIEM. Bez stawiania założeń nie można przeorowadzić procesu dowodowego, jednak ZAŁOŻENIA to nie to samo co DOWODY!

Mało tego! Sam Peter Grant i inny biolog H. Lisle Gibbs w czasopiśmie ‚Nature’ opublikowali artykuł, w którym opisali obserwcacje dowodzące że wnioski Roberta Zinka są słuszne. Napisali, że cykliczne zmiany klimatyczne prowadzą do odwrócenia kierunku, w jakim zmierza dobór naturalny. W wyniku tych zmian frekwencja określonych fenotypów zięb waha się raz w jednym, a raz w drugim kierunku. Praca Granta i Gibbsa dostępna jest tutaj: www.nature.com/articles/327511a0

Peter i Rosemary Grantowie popełnili podobny błąd, jak ludzie którzy na podstawie zjawiska melanizmu przemysłowego w Anglii, z czasów rewolucji przemysłowej, usiłowali dowodzić powstania nowych gatunków motyli. W czasach zanim w UK rozwinął się przemysł obserwowano większą przeżywalność jasnej odmiany motyla o nazwie krępak brzozowy, ponieważ był słabiej widoczny na jasnym tle czystych drzew. Po tym, jak rozwinął się przemysł i